4 maja

4 maja

4 maja 1944 r. pograniczem Nowej Pragi oraz Bródna wstrząsnęła o świcie potężna eksplozja. Bojownicy Związku Walki Młodych wysadzili w powietrze słup wysokiego napięcia na nasypie kolejowym przy ul. 11-go listopada, który przewracając się zatrzymał ruch kolejowy.

Całą akcją dowodził Witold Borowski ps. „Antek”, który opisał zdarzenie w wydanej w 1967 r. książce „M-XIV”. Borowski był bojownikiem Związku Walki Młodych ‒ komunistycznej, młodzieżowej organizacji ściśle współpracującej z PPR. ZWM praktycznie istniał i działał tylko i wyłącznie na terenie Warszawy, gdyż nie udało się stworzyć regionalnych komórek. Zarówno PPR jak i ZWM prowadziły walkę z Niemcami, ale w sposób priorytetowy realizowały interesy ZSRR w Polsce. ZWM na tle innych organizacji konspiracyjnych miała bardzo małe doświadczenie oraz zasoby ludzkie.

Zgodę na opisywaną przez nas akcję miał wydać Marian Spychalski vel. tow. „Marek”, który w późniejszym okresie miał zostać marszałkiem Polski. Ideą, która przyświecała kierownictwu ZWM była chęć zaznaczenia swej obecności z okazji zbliżającego się Święta Pracy. Pojawia się jednak problem, gdyż Borowski opisuje w swojej książce, że akcja została przeprowadzona 1 maja, tak jak by sobie tego życzyło kierownictwo partii. W innych źródłach z kolei znajduje się informacja, że zamach miał miejsce jednak 4 maja. Tę datę przyjmujemy i my.

Borowski w swoich wspomnieniach opisuje, że nie tylko sam aspekt wojskowy miał znaczenie. Ważnym był również element propagandowy, aby miejsce akcji ozdobić czerwonym sztandarem z hasłem pierwszomajowym oraz polską flagą. Bojownicy nie posiadali jednak stosownych materiałów do ich uszycia. Zostały one zdobyte w niemieckim sklepie włókienniczym przy ul. Królewskiej. Borowski wszedł tam 29 kwietnia 1944 r. i poprosił o spakowanie materiału białego i czerwonego. Na pytanie obsługi dotyczące pieniędzy wyciągnął pistolet, który miał przekonać ekspedientów do niepobierania pieniędzy.

Jeśli chodzi o sam przebieg akcji, to została ona przeprowadzona pomiędzy 5 a 6 rano. Bojownicy najpierw rozwiesili na drutach nad ulicą sztandar z hasłem „Niech żyje 1 Maja”, a obok niego polską flagę. Po zamontowaniu 1 kg trotylu Borowski podpalił lont, który jednak nie chciał się zapalić. Ostatecznie udało się go odpalić, a ładunki przewróciły słup zrywając linię wysokiego napięcia. Według Borowskiego dzięki jego akcji zatrzymana została praca w zakładach taboru kolejowego, gdzie pracowało kilka tysięcy robotników, przez 36 godzin, zaś 1 maja stał się dniem wolnym dla pracowników. W rzeczywistości najprawdopodobniej przerwa w dostawach prądu dla północno-wschodniej Warszawy, Legionowa oraz Jabłonnie trwała kilkanaście godzin, a wolnym dla pracowników okazał się nie 1., lecz 4. maja. Według Borowskiego w 1967 r. cały czas przy nasypie kolejowym przy obecnym rondzie Żaba znajdowała się betonowa podstawa wysadzonego przez niego słupa.

Akcja miała swój tragiczny finał dla 17 przypadkowych osób, które zostały przez Niemców rozstrzelane. W miejscu egzekucji znajduje się tablica pamiątkowa, która stanowi również ilustrację dzisiejszego wydarzenia (źródło: Wikipedia).