4 lipca. Rocznica śmierci Marii Skłodowskiej-Curie

4 lipca. Rocznica śmierci Marii Skłodowskiej-Curie

"Maria Curie zmarła w Sancellemoz dnia 4 lipca r. 1934, na skutek anemii złośliwej aplastycznej o przebiegu gwałtownym, gorączkowym. Szpik kostny nie zareagował prawdopodobnie dlatego, że zaszły w nim zmiany spowodowane długoletnim wpływem promieni.”

Taki komunikat wydał 4 lipca 1934 r. dr Tobé dyrektor sanatorium, w którym swoje ostanie chwile wraz z córką Ewą spędziła polska noblistka Maria Skłodowska- Curie. Jeszcze dzień wcześniej Maria po raz ostatni wzięła do ręki termometr, aby sprawdzić temperaturę. Jej ręka mocno drżała, pomimo tego była w stanie zauważyć znaczny spadek gorączki. Radośnie uśmiechając się do córki Ewy twierdząc, że kuracja przynosi efekty. Niestety spadek temperatury zwiastował, iż organizm uczonej przegrywa walkę z chorobą. Jeszcze wieczorem Maria wyszeptała do lekarza, który przyszedł zrobić jej zastrzyk: „Nie chcę. Chcę żeby mnie zostawiono w spokoju”.

Problemy zdrowotne Marii pojawiły się już w latach 20. XX w. Uczona zaczęła wtedy podejrzewać, że niektóre jej poważne schorzenia mogą mieć związek z pracą. „Źle jest z mojemi oczami i uszami. (...) Oczy są bardzo osłabione i radziłam się co do nich lekarza, prawdopodobnie jednak niewiele można im dopomódz. Co do uszu, to dokucza mi szum prawie nieustanny, a przynajmniej bardzo częsty - nieraz bardzo silny. (...) Może być, że jest jakiś związek z radem, ale niepodobna prawie mieć o tem opinię” – pisała w 1920 r. do swojej siostry Bronisławy. Nie mniej Maria cały czas bardzo intensywnie pracowała, kwitując zalecenia lekarzy o konieczności odpoczynku „Lekarze są nudni”.

Kiedy w 1934 r. Maria zachorowała obłożnie lekarze nadal nie wiedzieli dokładnie, co się dzieje. Najwybitniejsi profesorowie medycyny ówczesnej Francji zalecali różne kuracje i diagnozowali różne przypadłości, w tym gruźlicę. Zgodnie z ich zaleceniami noblistkę przewieziono do uzdrowiska w Szwajcarii. Tam stwierdzono anemię o bardzo szybkim przebiegu. I właśnie ta anemia błyskawicznie doprowadziła do śmierci uczonej. Dopiero późniejsze przemyślenia lekarzy pozwoliły na określenie rzeczywistej przyczyny śmiertelnej choroby. „Pani Curie może być zaliczona do ofiar długotrwałego działania ciał promieniotwórczych, które odkryła wraz z mężem” – napisał po jej śmierci jeden z jej współpracowników z Instytutu Radowego i lekarz uczonej prof. Claude Regaud.

I faktycznie pionierskie badania nad promieniotwórczością prowadzone przez małżonków Curie w warunkach obecnie chałupniczych wiązały się z przyjmowaniem znacznych dawek promieniowania jonizującego. Sam Piere Curie dokonywał eksperymentów dotyczących gojenia się ran po dotknięciu radu. Dopiero w latach 20. wdrożone elementarne zasady bezpieczeństwa i ochrony ciała przed promieniowaniem. Nie mniej do końca życia Maria Skłodowska – Curie miała grubą, łuszczącą się skórę na rękach, co było efektem wielokrotnego ich poparzenia pierwiastkami promieniotwórczymi. Olbrzymią dawkę promieniowania, która być może zaważyła na śmierci Marii Curie otrzymała w trakcie I wojny światowej. Pracowała wówczas wraz z córką Ireną w obwoźnych aparatach rentgenowskich, ratując życie setek francuskich żołnierzy. Jedno prześwietlenie trwało wówczas około pół godziny, przy czym żołnierz otrzymywał tę dawkę jednorazowo, zaś panie Curie wielokrotnie.Maria Skłodowska – Curie spoczęła na cmentarzu w Sceaux obok swojego męża Piera Curie 6 lipca 1934 r. w trakcie bardzo skromnej prywatnej uroczystości. W 1995 r. ich doczesne szczątki zostały przeniesione do Panteonu we Francji. Zaś rzeczy osobiste Marii Skłodowskiej – Curie do dnia dzisiejszego są napromieniowane.

Zdjęcie dzisiejszej bohaterki pochodzi ze zbiorów NAC.