11 września. Założenie cukierni Blikle

11 września. Założenie cukierni Blikle

Czternastoletni Antek, wywodzący się z rodziny szwajcarskich emigrantów osiadłych w Chełmie rozpoczął praktykę u innego Szwajcara, Kaspra Semadeniego w Łomży. Wówczas europejski rynek cukierniczy był zdominowany przez mistrzów z Belgii, Szwajcarii czy Francji. Młody Antoni Kazimierz Blikle przybył do Warszawy po ukończonej nauce, otrzymał prace na stanowisku starszego cukiernika u Michalskiego na Nowym Świecie. Po pewnym czasie odkupił lokal od swojego pracodawcy i ten moment uważamy za początek 148-letniej tradycji słynnej cukierni Blikle z Warszawy. Pomimo wszystkich nawałnic historii firma prowadzona jest już przez piąte pokolenie rodziny wytrwałych cukierników.

11. września 1869 Antoni Kazimierz Blikle odkupuje od Michalskiego lokal na Nowym Mieście i od tamtej pory działa pod własnym szyldem. Szybko zyskuje popularność i staje się jednym z najbardziej rozpoznawanych warszawskich lokali epoki Królestwa Polskiego. Ciesząc się dużym sukcesem założyciel cukierni przygotowuje swojego syna Antoniego Wiesława Blikle do prowadzenia rodzinnego interesu po czym oddaje swoje dzieło w jego ręce. Ten zajmuje się prowadzeniem firmy i jej rozwojem aż do roku 1928, zdobywając szereg prestiżowych nagród. Okres świetności cukierni Blikle przypada na czas kiedy była ona prowadzona przez Antoniego Wiesława i później jego syna Jerzego, który wraz ze swoją siostrą Zofią prowadził rodzinny interes do wybuchu wojny w 1939 roku. Wnuk założyciela Jerzy Blikle zaciągnął się do wojska i wziął udział w kampanii wrześniowej. Po jej zakończeniu wrócił do stolicy i nadal prowadził cukiernię dobudowując do niej kawiarnię ogrodową. Jednakże miały nastać trudniejsze czasy dla rodzinnego interesu. W czasie powstania warszawskiego kamienica, w której znajdowała się cukiernia została kompletnie zniszczona. Dzięki swojemu uporowi Jerzy Blikle zdołał kamienicę odbudować i uruchomić ponownie cukiernię w roku 1948. Początki komunizmu w Polsce były bardzo nieprzychylne wszelkiej prywatnej inicjatywie, zwłaszcza tej, która nosiła cechy zbytku i luksusu. W okresie lat 50-tych częste kilkunastogodzinne kontrole były normą w kawiarni Bliklego. Jedna z nich skończyła się wyniesieniem właściciela lokalu ze stanem przedzawałowym na noszach. Był wielokrotnie aresztowany pod absurdalnymi zarzutami takimi jak kupno 15 jaj do celów produkcyjnych w „sklepie dla ludności”. Pomimo tego Jerzy Blikle nie poddawał się i mawiał „Jak zabiorą to siła wyższa, ale sam nie oddam” – opowiada jego syn Andrzej.

Profesor Andrzej Jacek Blikle, obecny główny udziałowiec spółki, pomagał w cukierni kiedy to jego ojciec zmarł w roku 1981. Nigdy nie pociągało go cukiernictwo, oddawał się pracy naukowej w dziedzinie matematyki i informatyki komputerowej. Kiedy pierwsze demokratyczne wybory wygrał Lech Wałęsa, profesor Blikle prowadził wykłady na Uniwersytecie w Edmonton w Kanadzie i obserwował wydarzenia z Polski w telewizji. Rodzinna tradycja i wyzwanie nowych czasów wzięły górę i przywrócenie dawnej świetności firmy pradziadka stało się priorytetem. Porzuciwszy pracę naukową w polu matematyki i rezygnując z pionierskiego projektu w dziedzinie programistyki powrócił do kraju. Głównie dzięki swoim pączkom cukiernia Blikle przez żołądek mieszkańców stolicy zdobyła serce Warszawy, a wszystko zaczęło się dokładnie 148 lat temu…

Na ilustracji z serwisu gazeta.pl kolejka po bliklowskie pączki w latach ’70 XX wieku.