30 grudnia

30 grudnia

Rondo Dmowskiego wpisało się na dobre w krajobraz centrum Warszawy. Trudno się dziwić, ma już swoje lata: zostało otwarte dokładnie 46 lat temu.

30 grudnia 1970 roku odsunięto zapory i ruch na tym najruchliwszym ponoć skrzyżowaniu miasta został przywrócony. Budowa trwała nieco ponad rok: rozpoczęto ją w październiku 1969. Równocześnie z rondem wybudowano system przejść podziemnych, zapewniających komunikację pieszą. Zgodnie z ówczesną doktryną urbanistyczną, zlikwidowano przejścia naziemne oraz możliwość skrętu tramwajom, dając pierwszeństwo transportowi kołowemu.

Rondo wraz z całym założeniem Ściany Wschodniej, a zwłaszcza Rotundą i Uniwersalem, były przedmiotem dumy władz miejskich i państwowych. Ich ujęcie, jak choćby na załączonej pocztówce z początku lat 70. (www.warszawska.info), było obowiązkowym motywem widokówek z Warszawy czy albumów o mieście.

Przez wiele lat rondo pozostawało bezimienne. Dopiero w 1995 roku władze miejskie nadały mu, nie bez kontrowersji, obecną nazwę. Można tu przypomnieć happening Partii Zieloni, kiedy to w 2006 roku "przemianowano" je na Rondo Witolda Gombrowicza.

W ostatnich latach coraz częściej mówi się o likwidacji ronda, przywróceniu tradycyjnego skrzyżowania i przejść naziemnych dla pieszych. Zwolennicy tego pomysłu argumentują, że umożliwi to odzyskanie dla przechodniów dodatkowej przestrzeni, utworzenie placów miejskich w okolicy Rotundy i hotelu Forum, a nawet nową zabudowę. Według aktualnych planów, prace projektowe ruszą w przyszłym roku, a realizacja - w kolejnym. Niewykluczone więc, że rondo nie doczeka swoich pięćdziesiątych urodzin.