18 października. Początek sieci tramwaju konnego

18 października. Początek sieci tramwaju konnego

18 października 1881 roku kiedy otwarto zaczątek sieci tramwaju konnego był dla warszawskiej komunikacji publicznej jedną z rewolucji na miarę otwarcia nowej linii metra czy tunelu średnicowego. 

Co prawda początki tramwaju konnego w Warszawie to rok 1866, kiedy to zainaugurowano działalność tego nowoczesnego jak na owe czasy środka komunikacji. Tramwaj konny, którego Warszawa dorobiła się szybciej niż Moskwa, a zaledwie 3 lata po Petersburgu miał jednak jeden ściśle określony cel – ułatwić transport ludzi i towarów miedzy dworcami Wiedeńskim i Petersburskim oraz Terespolskim, które nie były wtedy w żaden sposób połączone. Podróż po szynach była znacznie przyjemniejsza, szybsza i mniej kosztowna niż po warszawskim nierównym bruku, jednak w komunikacji wewnątrzmiejskiej tramwaj ten znaczącej roli nie spełniał (zresztą nawet właścicielem było Główne Towarzystwo Dróg Żelaznych Rosyjskich i w niekórych dokumentach określany był mianem bocznicy kolejowej). Był właściwie pojedyńczą linią z odgałęzieniem, której właściciel nie był zainteresowany dalszym rozwojem. Nie dziwi zatem, że władze podjęły decyzję o budowie sieci tramwajowej własnym sumptem, nie oglądając się na "kolejową" linię. W tym celu rozpisano przetarg wygrany przez Towarzystwo Belgijskie, które w zamian za koncesję zobowiązało się zrealizować projekt budowy tramwaju zaaprobowany przez miasto, a następnie co roku odprowadzać do kasy miejskiej określony procent od zysku. Dodatkowo, po 15 latach magistrat miał możliwość wykupienia tramwaju na własność. 

Towarzystwo po rozstrzygnięciu przetargu przystąpiło do realizacji inwestycji prowadząc pierwszy odcinek torów z dzisiejszego pl. Unii Lubelskiej, Bagatelą, Al. Ujazdowskimi, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem Pl. Zygmunta (czyli Zamkowym), Podwalem, Wąską, Długą, Świętojerską na Muranów. Uroczyste otwarcie linii nastąpiło o 13 18 października 1881 roku, a dwie godziny później tramwaje rozpoczęły regularny przewóz pasażerów. Tak uroczystość otwarcia linii relacjonował A. Głowacki:

"Do wypadków warszawsko-społecznych należy przede wszystkim doniosły fakt otworzenia komunikacji tramwajowej albo, jak chce mieć p. Prószyński, kolej-nicowej. Wyraz ten wydaje mi się o tyle trafny, że istotnie nasza konna kolej była nicowana przez prasę. Przez chwilę zdawało się nawet, że między dwiema tymi potęgami dojdzie do zerwania i walki; prasa bowiem pisywała artykuły coraz krótsze, a zarząd „kolei-nicowanych" odpowiadał jeszcze krócej. Szczęściem, zażegnano burzę - i - pewnego dnia - świat ujrzał budzące szacunek figury przedstawicieli prasy w objęciach wagonów konnych, przystrojonych w wieńce i chorągiewki, symbole sławy i niewzruszoności zasad.

Cała ta olimpijska grupa była naprzód podziwiana przez Żydków na Muranowie, później przez tak zwanych „łobuzów" na placu Zygmunta, następnie przez kamelie z Nowego Światu i wreszcie - utonęła w znanych ze słowiańskiej gościnności sałonach Doliny Szwajcarskiej, gdzie już do szczętu rozwiały się chmury nieporozumień."

Warto przy tym dodać, że właśnie 18 października rozpoczął się okres, w którym Warszawa miała dwie niezależne sieci tramwajowe – "miejski" i "kolejowy" (a właściwie sieć oraz niezależną linię, nie rokującą perspektyw rozwoju) biegnące równolegle obok siebie na odcinku Krakowskiego Przedmieścia od Królewskiej do kościoła św. Anny. Przedstawmy zatem tramwaj konny na tym fragmencie warszawskiej sieci tramwajowej (zdjęcie ze strony fotopolska.eu).