26 października. Proces Melchiora Wańkowicza

26 października. Proces Melchiora Wańkowicza

Warszawiakom, przynajmniej tym zorientowanym co w trawie piszczy, nieobce w roku 1964 było rymowane hasło "Przyszła pora na Melchiora". Chodziło o nagonkę, a w konsekwencji proces, znanego pisarza i dziennikarza, Melchiora Wańkowicza. Proces rozpoczął się 53 lata temu, 26 października 1964 roku.

Sześć miesięcy wcześniej, podobnie jak wielu innych intelektualistów, Wańkowicz podpisał tzw. List 34, będący protestem dziennikarzy i literatów przeciwko cenzurze i ograniczaniu wolności słowa. Ponadto sam Wańkowicz uzasadnił swoje poparcie dla listu sążnistym tekstem, który kolportowały polskie ośrodki za zachodnią granicą. 

Wszystko to spowodowało, że władze PRL postanowiły Wańkowicza uciszyć robiąc mu pokazowy proces. Został on oskarżony o szkalowanie dobrego imienia PRL za granicą oraz obniżanie prestiżu państwa w oczach zagranicy. Usiłowano również skompromitować Wańkowicza materiałami o charakterze obyczajowym (trzeba pamiętać że miał on wtedy już 72 lata).

Wańkowicz do procesu podszedł w bardzo oryginalny sposób. Zażądał rozmowy z Pierwszym Sekretarzem albo z Ministrem Spraw Wewnętrznych, możliwości korzystania z własnych materiałów dowodowych, a jednocześnie jego córka i znajomi nagłośnili sprawę za granicą (otarła się ona nawet o senatora Roberta Kennedy'ego).

Władza poczuła wówczas ze wdepnęła w kłopoty i usiłowała się jakoś z całej afery wymiksować. Skazano pisarza na 6 miesięcy ale pozostawiono go na wolności do rewizji wyroku. Ten ostentacyjnie stawiał się spakowany do więzienia wiedząc że władze próbują rozmyć sprawę i go uniewinnić. Jak głosiła zaś legenda miejska po ujawnieniu mu kompromitujących obyczajowo materiałów Wańkowicz miał poprosić milicjantów by pokazali je Cat-Mackiewiczowi, gdyż ten jakoby nie wierzył ze w swoim wieku Wańkowicz jest zdolny do jakichkolwiek ekscesów. 

Summa summarum, na początku 1965 roku po kolejnej rozmowie z Gomułka proces uznano za niebyły a "zapis" cenzury na Wańkowicza cofnięto. Należy wszakże pamiętać, że inni sygnatariusze Listu 34, tacy jak Kisielewski, Jasienica czy wspomniany Cat-Mackiewicz, tego szczęścia nie mieli.

Ilustracja za culture.pl