5 stycznia

5 stycznia

Dzisiaj, jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć charakterystyczne "autobusy z czułkami", czyli po prostu trolejbusy musi wybrać się do Lublina, Gdyni lub Tychów (chyba, że bliżej mu jest fizycznie, bądź z innych powodów, do naszych wschodnich lub południowych sąsiadów). Warto jednak wiedzieć, że te autobusy na prąd funkcjonowały w Warszawie w dwóch odsłonach, a dzisiaj przypada 71 rocznica uruchomienia ich pierwszego "wcielenia".

Geneza zaprowadzenia w Warszawie trolejbusów, których pierwsze dwie linie wyruszyły z Trębackiej, przez Kredytową, Jasną, Bracką Al. Ujazdowskie i Bagatelę do Pl. Unii Lubelskiej oraz tę samą trasą, z krańcem przy Łazienkowskiej wiąże się z darami od "bratniego" narodu radzieckiego. Otóż ZSRR przekazał odbudowującej się Warszawie, wraz z odpowiednią technologią oraz wydelegowanymi specjalistami, kilkanaście trolejbusów modelu JaTB-2. Wozy były już co prawda trochę wyeksploatowane (zbudowane w latach 1937-38 i od tego czasu eksploatowane w Moskwie), ale zapotrzebowanie odbudowująca się Warszawa na środki transportu było niemałe i dar ten z pewnością witany był z entuzjazmem. Komunikacja trolejbusowa była w stanie przejąć część zadań transportowych od zdezelowanych autobusów, których było niewiele, a ich silniki jeszcze skomplikowane, kosztowne a zwłaszcza paliwożerne, a o paliwo zniszczonym wojną kraju nie było łatwo. W tej sytuacji trolejbus o w miarę prostym, tanim i łatwym w obsłudze i naprawach silniku elektrycznym dobrze spełniał swoją rolę, nawet mimo konieczności budowania osobnej sieci trakcyjnej, a w szczególności skomplikowanych skrzyżowań tejże z tramwajową i "wykolejającymi" się na zakrętach, czyli po prostu odpadającymi od sieci odbierakami prądu. Ważne jednak było to, ze komunikacja funkcjonowała, a nie w jaki sposób to robiła. 

Szczytową popularność trolejbusy, zasilane wozami produkcji Francuskiej i Czechosłowackiej, przeżywały w latach 60., kiedy było ich ponad 120 i kursowały na około 10 liniach, łączących północne Śródmieście ze Śródmieściem południowym i Mokotowem. Niestety, w Warszawie, mieście w przeważającej części płaskim, trolejbusy nie były w stanie wykorzystać swojego największego atutu, a mianowicie bardzo dobrych osiągów przy pokonywaniu wzniesień (dzięki czemu uchowały się w miastach o urozmaiconej rzeźbie terenu takich jak Lublin czy Gdynia). Dodatkowo niskie ceny paliw i związany z tym ogólny odwrót od miejskiego transportu elektrycznego (zwłaszcza, że silniki spalinowe stawały się coraz lepsze) połączone z kosztami utrzymania skomplikowanej sieci trakcyjnej (trudniejszej w budowie i utrzymaniu niż tramwajowa) spowodowały, że podjęto decyzję o ich likwidacji. Tak też się stało i ostatnia linia, z Pl. Zawszy, przez Koszykową, Piękną i na ulicę Chełmska zakończyła kursowanie w 1973 r. Okazało sie jednak, że te charakterystyczne pojazdy na prąd, kursujące na liniach w przedziale od 50 do 99 (przez co Stefan Wiechecki żartobliwie mówił o "wieku trolejbusowym"), nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. To jednak zasługuje na osobną kartkę z kalendarza...

Na zdjęciu JaTB-2. Zdjęcie autorstwa Jerzego Baranowskiego pochodzi ze strony fotopolska.eu