21 marca - pierwszy numer "Przyjaciółki"

21 marca - pierwszy numer "Przyjaciółki"

Władza ludowa w Polsce oznaczała nie tylko przemiany polityczne, ale również społeczne. Jednym z celów socjalizmu, w specyficzny sposób, dodajmy, rozumianym przez ideologów komunizmu, była emancypacja kobiet. A biorąc pod uwagę inne "sztandarowe" projekty nowej władzy, takie jak elektryfikacja, industrializacja, czy wreszcie walka z analfabetyzmem i powszechna edukacja, siłą rzeczy musiały się pojawić na rynku prasowym PRL tytuły dla kobiet. Jednym z nich była nasza dzisiejsza "jubilatka", obchodząca jubileusz 70-lecia istnienia, "Przyjaciółka".

Nie zaryzykujemy wiele twierdząc, że chyba każda kobieta urodzona przed 1975 rokiem miała przynajmniej raz w ręku egzemplarz tego pisma. W czasach przedinternetowych bowiem wiedza o tym jak wywabić plamy z buraków, co zrobić gdy dziecko kaszle już trzeci tydzień, jak poradzić sobie z niespodziewaną wizytą teściowej czy po której stronie postawić kieliszek do szampana nie była dostępna w trzy sekundy. Z tymi wszystkimi problemami pomagała sobie poradzić właśnie "Przyjaciółka", której nakład w szczytowym okresie sięgał ponad miliona egzemplarzy (mówimy tu o tygodniku!). Wraz z "młodszą siostrą" - "Filipinką" i nieco bardziej "bulwarową" "Kobietą i życiem" stanowiła nasza dzisiejsza bohaterka żelazną pozycję w kioskach na półce z prasą kobiecą.

Wydawane przez warszawską spółdzielnię "Czytelnik" czasopismo przetrwało zawieruchę transformacji, inwazję kolorowych zachodnioniemieckich formatów i do tej pory dzielnie gości w kioskach, choć już jako dwutygodnik.

My prezentujemy okładkę numeru 51 (a ogólnie 92) z roku 1949, na której to okładce wyjątkowo widnieje nie piękna kobieta, jak to pismo miało w zwyczaju, ale mężczyzna, za to nie byle jaki. Chociaż gwoli sprawiedliwości wspomnimy, że Generalissimus nie był pierwszy, na okładce numeru 14/1948 oglądać mogliśmy tow. Bieruta.