9 kwietnia. Zmarł Franciszek Fiszer

9 kwietnia. Zmarł Franciszek Fiszer

9 kwietnia 1937 roku zmarł Franciszek Fiszer, filozof, członek warszawskiej socjety, facecjonista, bohater niezliczonych anegdot.

Fiszer urodził się w 1860 roku w majątku ziemskim Ławy pod Ostrołęką, należącym do jego rodziców. Nauki odbierał w Łomży i Warszawie. Następnie studiował filozofię w Lipsku pod kierunkiem profesora Richarda von Schubert-Solderna, przedstawiciela filozofii immanentnej Schuppego. Już jako młody człowiek przeprowadził się do Warszawy i rozpoczął żywot bywalca, przejadając i przepijając spadek.

Fiszer najchętniej otaczał sie luminarzami sztuki: pisarzami, poetami, malarzami i muzykami. Widywano go najczęściej w Udziałowej, Ziemiańskiej, Instytucie Propagandy Sztuki. Jego największym przyjacielem był chyba Bolesław Leśmian (Fiszerowi zresztą przypisuje się autorstwo pseudonimu poety), utrzymywał też bliskie kontakty z Żeromskim, Reymontem, Słonimskim, Lechoniem, Przesmyckim. Długo by zresztą wymieniać; nie sposób było należeć do kulturalnej elity Warszawy, nie stykając się z Fiszerem i jego ciętym dowcipem.

Odziedziczony majątek oczywiście szybko się skończył, toteż Fiszer wiele lat przeżył na koszt innych. Nie było to dla niego trudne: gościć Franca, jak nazywali go przyjaciele, było wielkim zaszczytem. Zapraszano go na rauty, przyjęcia, uroczyste obiady. Prześcigano się, by postawić mu obiad czy kawę w restauracji. Fiszer korzystał z tych honorów bez skrępowania, nierzadko zostawiając mecenasa z pustym portfelem. Nie podejmował przy tym żadnej pracy. Namawiany często, by swoje niebanalne przemyślenia i teorie spisywać, odpierał że "nigdy nie poniżyłby się do tego, by brudzić atramentem piękną białą kartkę papieru".

Anegdot o Fiszerze zachowały się dziesiątki, można je bez trudu odszukać. Naszym zdaniem osobowość dzisiejszego bohatera najlepiej oddaje ta: 

Na przedstawieniu Balladyny Fiszer coś głośno peroruje sąsiadowi. "Może by się pan uspokoił... Przecież nie słychać ani słowa" - zwraca się doń któryś z oburzonych widzów.
Na to Fiszer z godnością: "Słowackiego, mój panie, trzeba znać na pamięć."

Do śmierci Fiszera przyczynił się jego styl życia. Wcześniej nie dojadając, w Wielkanoc 1937 roku najadł się na zapas. Przejedzenie wywołało udar, a myśliciel trafił do szpitala (ponoć zaraz po odzyskaniu przytomności zażądał od lekarza: "pół czarnej, panie starszy!"). Zmarł kilka dni później, właśnie 9 kwietnia.

Portret autorstwa Aleksandra Żywa z zasobów Wikipedia Commons.