2 lutego

2 lutego

2 lutego 1943 roku miała miejsce jedna z pierwszych akcji Grup Szturmowych Szarych Szeregów, akcja "Bracka". Choć nie miała mieć charakteru typowo bojowego, nie udało się uniknąć rozlewu krwi. Jej przebieg zaś powinien znać każdy polski uczeń - o ile samodzielnie czyta lektury...

Cała historia sięga 3 listopada 1942 roku, kiedy to gestapo aresztowało hm. ppor. Jana Błońskiego "Jana Gierka", działacza Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej i Szarych Szeregów. Ten, mimo brutalnych przesłuchań na Szucha, zdołał powiadomić kolegów o pozostawionych w jego mieszkaniu konspiracyjnych materiałach, przeoczonych przez policję. Dowódca operacyjny Kedywu, mjr Wojciech Kiwerski "Oliwa" wydał zgodę na akcję ewakuacji mieszkania. Kryptonim akcji zdradza, że lokal mieścił się przy Brackiej; dokładnie w kamienicy nr 23, mieszkanie nr 4.

Książka, w której opisana jest akcja, to oczywiście "Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego. Oddajmy jej zatem głos:

"Jednego zimowego wieczoru, niewielkimi grupkami podeszło do domu kilkudziesięciu młodych ludzi. Podjechało także kilka aut. Gdy jedna część, otworzywszy mieszkanie wynosiła rzeczy, o które chodziło, druga część ubezpieczała “ewakuację”. Robota trwała bite dwie godziny. Dowódcą całości ubezpieczenia był Rudy, dowódcą piątki ubezpieczającej od strony ulicy był Alek. Wynoszeniem rzeczy kierował Zośka.

Od chwili rozpoczęcia akcji nie można było dopuścić, aby ktokolwiek wyszedł z wielkiej  kamienicy, w której przeprowadzano ewakuację. Wszystkich więc ludzi pragnących wyjść z domu oraz tych, którzy wchodzili, zatrzymywano w obszernej klatce schodowej. Robiono to w ciszy i spokoju, aby nie spowodować paniki i aby lokatorzy licznych mieszkań nie zorientowali się, że dzieje się coś niewłaściwego. Przecież w każdym mieszkaniu jest telefon, przecież wystarczy otworzyć okno na bardzo ruchliwą w tym miejscu ulicę i narobić alarmu. Dwie bite godziny, od piątej do siódmej po południu, trwała robota. Grupa zatrzymywanych na klatce schodowej rosła w zastraszający sposób, sięgając pod koniec masy około dwustu ludzi. Zbitą ciżbą stał tłum nieruchomych, milczących mężczyzn i kobiet od pierwszego piętra, z którego ewakuowano rzeczy, aż gdzieś daleko w górę, do pogranicza piętra trzeciego.[...]

Auta wywożące rzeczy odbyły już kilka tur, gdy w bramę domu weszli dwaj granatowi policjanci. Ktoś z mieszkańców domu, zorientowawszy się w nienormalności sytuacji i podejrzewając grabież na wielką skalę, zaalarmował najbliższy komisariat. Alek wpuścił policjantów: miał rozkaz wpuszczać każdego, nie wolno mu było tylko wypuszczać. Policjanci weszli do ewakuowanego mieszkania i dopiero tam, ujrzawszy wymierzone ku sobie lufy, stwierdzili, jaką wielką popełnili nieostrożność. Odebrano im broń, posadzono w kącie. Błagali o zwrot rewolwerów twierdząc, że w przeciwnym razie poniosą wielką odpowiedzialność. W dziesięć minut potem do bramy domu podszedł patrol, złożony z czterech werkschutzów [...] z sąsiedniej fabryki, widocznie także zaalarmowany przez gorliwego lokatora. Werkschutze wchodzili ostrożnie. Alek i tych wpuścił. Rozkaz był wyraźny: wpuszczać każdego. Werkschutze weszli do bramy i czujni skierowali się ku klatce schodowej. Była to chwila, w której musiał wystąpić Rudy, dowodzący całością ubezpieczenia. Uprzedzony dyskretnym sygnałem alarmowym Alka, czekał na gości, w głębi bramy.

- Panowie, odbywa się tu akcja oddziałów Polskich Sił Zbrojnych. Opuścić pistolety, oddać mi broń.

Krzyżują się z sobą spojrzenia, piersi oddychają w przyspieszonym rytmie. Jeden z volksdeutschow pociąga spust pistoletu. Ubezpieczenie odpowiada ogniem. W mrocznej bramie pełnej ludzi huczy od wystrzałów. Za chwilę walka skończona. Dwóch werkschutzów nie chciało oddać broni, leżą we krwi. - Czy jest kto ranny? - woła Zośka. Rudy czuje piekący ból w udzie i widzi występującą na ubraniu plamę krwi. Opierając się na ramieniu Zośki, którego rykoszet ugodził w... piętę, wychodzi na ulicę. [...]

Nareszcie skończone. Ludzie opuścili już dom. Ostatni schodził z ulicy Alek. Gdy mija drugą przecznicę, widzi wielkie auto policji niemieckiej pędzące w stronę domu. Ogląda się: auto staje przed “ich” domem, kilkudziesięciu policjantów szybko zeskakuje na ulicę i otacza gmach. - No, no! Skończyliśmy w sam czas!"

Na ilustracji miejsce wydarzeń: kamienica Bracka 23 (po lewej, za wyborcza.pl).