1 marca

1 marca

"Teatr przedstawia z jednej strony chałupy wiejskie, spośród nich widać karczmę z wystawą, po drugiej stronie pod laskiem młyn i rzeka, na której stoi mostek, w głębi widać wieś Mogiłę, kościół i grobowiec Wandy. Jonek siedzi na wierzbie i spogląda ku Wiśle. Stach biega niespokojny." 

Dekoracje, projektu Antoniego Smuglewicza, przedstawiające taką oto scenerię ujrzeli widzowie zasiadający 1 marca 1794 roku na widowni ówczesnego Teatru Narodowego, mieszczącego się przy pl. Krasińskich. Przedstawienie, które wtedy się odbyło, uznawane jest za pierwszą polską operę o tematyce narodowej. Nie była to oczywiście pierwsza opera wystawiona w Warszawie – była ona obecna w Rzeczypospolitej od czasów wazowskich, a najstarsze libretto w języku polskim do przedstawienia "Heca, czyli polowanie na zająca" pochodzi z lat 80. XVII wieku. 

Wróćmy jednak, po tej krótkiej dygresji, do wydarzeń z 1 marca 1794 roku, kiedy swoją prapremierę miał "Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale" z librettem Wojciecha Bogusławskiego do muzyki Jana Stefaniego, który postanowił włączyć do opery elementy tańców polskich takich jak polonez czy krakowiak. Z pozoru sztampową historię miłosną zawierającą typowe, mało oryginalne motywy (m.in. konflikt dwóch stron, który kończy oczywiście interwencja deus ex machina – tym razem tym bogiem był prąd elektryczny z nowoczesnej maszyny) odczytano, dzięki zawartym w libretcie aluzjom, jako manifest, który wzbudził w zgromadzonej elicie upadającej Rzeczypospolitej uczucia patriotyczne. 

Ponoć widzowie wychodzący z przedstawienia śpiewali pieśni z niego jeszcze na ulicach (choć, bądźmy szczerzy, taką historię powtarza się o wielu wybitnych dziełach). W każdym razie 4 tygodnie później rozpoczęło powstanie kościuszkowskie, a premiera "Cudu..." mogła być jedną z wielu "iskier na prochy", które doprowadziły do wybuchu insurekcji. 

Samo dzieło zaś szczęścia nie miało – wybuch walk i ingerencja cenzury (która wychwyciła zawarte w tekście aluzje) sprawiły, że w roku prapremiery odbyły się zaledwie 3 przedstawienia. Co prawda doczekało się ono kolejnej wersji, pod tytułem "Zabobon czyli Krakowiacy i Górale" z muzyką Karola Kurpińskiego i librettem adaptowanym przez Jana Kamińskiego, jednak utwór oryginalny grano sporadycznie, a dodatkowo często w niego ingerowano. Sytuację komplikował fakt, że zaginęła oryginalna partytura autorstwa Stefaniego, odnaleziona dopiero w latach 20 XX wieku przez Leona Schillera, który przygotowanym z rozmachem przedstawieniu plenerowym na krakowskim rynku, w setną rocznicę śmierci zarówno autora libretta, jak i partytury, wskrzesił dzieło bazując na oryginalnych źródłach. Tak oto, opera, której akcja dzieje się na obszarze dzisiejszego Krakowa, a która swoją prapremierę miała w Warszawie, doczekała się wielkiego powrotu bliżej miejsca opisywanych przez nią wydarzeń. 

Na ilustracji miejsce opisywanej prapremiery – budynek teatru na pl. Krasińskich, namalowany przez Zygmunta Vogla w 1791 roku. Zdjęcie z Wikimedia Commons.