14 grudnia

14 grudnia

W ramach dzisiejszej „Kartki z kalendarza” przypomnimy postać nietuzinkową, a jednocześnie niesłusznie zapomnianą ‒ pierwszą pianistkę, który zyskała sławę na całym Starym Kontynencie. 

 Zaczęło się wszystko 15 grudnia 1789 r. w Warszawie, gdzie w rodzinie Wołoskich przyszła na świat córka Maria. Urodziła się w domu piwowara z Woli Franciszka Wołoskiego (jego browar mieścił się u zbiegu Walicowa i Grzybowskiej) oraz Barbary z Lanckorońskich jako czwarte z dziesięciorga dzieci. Ojciec wywodził się od Salomona ben Eliasza, wyznawcy i współtwórcy sekty frankistów. Po śmierci proroka Franka rodzina przyjęła chrześcijaństwo i się zasymilowała, przejmując polskie zwyczaje i wykazując gorący patriotyzm oraz uzyskując szlachectwo i herb Bawół. „Szereg mężów zasłużonych na różnych polach wyszedł z ich krwi. Nawet kobiety tej utalentowanej rodziny odznaczały się niepospolitymi zdolnościami i cnotami obywatelskimi. Wszystkie domy frankistowskie, w które weszła Wołowska jako żona i matka, wydały ludzi zdolnych” – tak scharakteryzował wolski klan historyk Teodor Jeske-Choiński.

 Mała Marynia stała się szybko ozdobą domu Wołoskich, gdyż dziecko było obdarzone niesamowitym słuchem muzycznym. Dziewczynka potrafiło akompaniować matce, zanim jeszcze poznała nuty. Niedługo potem dziewczynka sama grała znane lub wymyślone przez siebie melodie. Aleksander Brückner pisał, że już w ósmym roku życia wspaniale grała na fortepianie. Tyle tylko że słuchacze zwykle pozostawali w salonie, a mała pianistka grała w przyległym pokoju, gdyż już w tym czasie trapiła ją trema. Doskonale wyrobiona w towarzystwie przed występami traciła pewność siebie, a obecność szerszej publiczności wręcz ją paraliżowała.

 Rodzice starali się zapewnić córce jak najlepsze wykształcenie, ze szczególnym naciskiem na muzykę, w zakresie której dziewczynka była szczególnie uzdolniona. Pierwszym nauczycielem Marii został niejaki Lisowski, który po dwóch latach stwierdził, iż jego lekcje są już zbędne. Maria była od niego po prostu lepsza. Następnie przez cztery lata gry uczył Tomasz Gremm. Niewykluczone, że dorywczo mógł udzielać jej wskazówek uczeń Haydna, głośny kompozytor, pianista i dyrygent Franciszek Lessel. Rodzice zwracali się do uznanych muzyków o ocenę jej gry. Niezwykle pochlebne opinie sprawiły, że zdecydowali się wysłać ją do Paryża. Również na francuskich muzykach wywarła wielkie wrażenie. Miarą sukcesu był fakt, że sławny Luigi Cherubini poświęcił 20-letniej Polce fantazję fortepianową… „w dowód czci i szacunku”.

 Po powrocie z Francji wchodząca w dorosłość Maria została wydana za mąż. Jej mężem został Józef Szymanowski, z pochodzenia również frankista, ziemianin. Dzierżawił majątek pod Warszawą i cieszył się opinią człowieka uczciwego, światłego i cywilizowanego. Maria Szymanowska prowadziła dom, zajmowała się wspólnymi dziećmi: Heleną, Celiną (przyszłą żoną Adama Mickiewicza) i Romualdem, ale nie porzuciła muzyki. Komponowała, ćwiczyła i występowała na koncertach dobroczynnych. Pomiędzy małżonkami ujawniła się jednak odmienność charakteru. Doprowadziło to do ich rozwodu, po którym to Marii spoczął w całości obowiązek wychowania dzieci. „Szymanowska, kiedy jej Bóg odebrał majątek, nie chcąc być nikomu ciężarem, własną pracą los swój i dzieci zapewnić z dumnie do góry wzniesionym czołem postanowiła, bo tak uczciwemu człowiekowi przystoi” – tak sytuację pianistki ocenił lekarz oraz jej przyjaciel Stanisław Morawski.

 Maria Szymanowska kontynuowała swoją karierę pianistki, osiągając europejską sławę. Lecz opowieść o tych wydarzeniach zostawimy na kolejną „Kartkę z kalendarza”.

 Maria Szymanowska ok. 1830 r., źródło: Culture.pl